Jesteśmy społeczeństwem zepsutym dobrobytem, ale nic w tym złego. Obywatele świata, którzy tanio podróżują po całej kuli ziemskiej. Rozpieszczeni konsumenci, którzy ciągle wymieniają sprzęty elektroniczne. Dziecinni dorośli, którzy po trzydziestce wciąż kupują zabawki. Wybredni, wieczni single, którzy jednym ruchem myszki klasyfikują ludzi. Tacy jesteśmy i chwała rzeczywistości ponowoczesnej, że daje nam taką możliwość.

Jako zachłanni konsumenci wrażeń  możemy zaspokajać nasze potrzeby na milion różnych sposobów. Kochamy rzeczy stworzone tylko po to, żeby dawać nam przyjemność. Nic więc dziwnego, że sprzedaż seks gadżetów przeżywa teraz prawdziwy boom. Jej wartość wycenia się obecnie na około 22 miliardy (!) dolarów.

Sztuczna pochwa na prezent?


Choć rynek jest nadal zdominowany przez gadżety dla kobiet, tendencja ta powoli się zmienia. Odchodzi do lamusa przekonanie, że mężczyzna łatwo osiąga orgazm, w związku z czym nie potrzebuje specjalnej stymulacji. Zyskują na popularności gadżety nie tylko dające spełnienie, ale też pomagające trenować dłuższą wytrzymałość, radzić sobie z problemami ze wzwodem, a nawet takie wpisujące się w ideologię mindfulness. Polecam obszerny poradnik, o tym jak dobrać odpowiednią zabawkę dla mężczyzny od jednego z największych graczy na rynku gadżetów erotycznych – Fleshlight.

Gadżety dla dorosłych kupują przedstawiciele wszystkich środowisk, niezależnie od swojego wieku, statusu materialnego czy wykształcenia (co ciekawe, wyższe wykształcenie skorelowane jest z większą szansą zakupu zabawki). Rosnąca skala zjawiska stawia przed nami szereg pytań, a najważniejsze z nich – w jakim kierunku to zmierza? Czy jest się czym martwić?


Dlaczego kochamy zabawki erotyczne?

To proste. Kochamy je, bo mają wszystkie cechy, które kochamy w innych rzeczach.

Są jak wesołe miasteczko, i to takie, w którym podobają Ci się wszystkie karuzele i kolejki. Ich główną funkcją jest sprawianie przyjemności i to w sposób maksymalnie dopasowany do Twoich prywatnych preferencji.

Są jak zimne lody. Każdy, kto twierdzi, że ich nie lubi, nie znalazł jeszcze smaku dla siebie. A z pewnością taki istnieje, ponieważ wybór jest niemal nieograniczony. Rynek oferuje modele o każdej wielkości, kształcie, kolorze, ręczne, elektryczne, sterowane aplikacją, wzorowane na gwiazdach porno, kosmitach, wampirach itp., itd.

Są jak kino 5K, dostarczane przez nie bodźce są niezwykle realistyczne. Każdy producent stawia na stworzenie skóry maksymalnie zbliżonej do prawdziwej. Jest to na tyle ważne, że podlega patentowi i stanowi wizytówkę danej linii na rynku.

Są jak Iphone, dają użytkownikowi to, o czym marzy, zanim zdąży to sobie uświadomić. Zabawka erotyczna to już dawno znacznie więcej niż tuba z prymitywnym wizerunkiem organów płciowych. Zaawansowana technologia zdominowała ten rynek, a jej dobrym przykładem jest gadżet Lovely, który przyniósł sławę polskim wynalazcom. Wygląda jak silikonowy pierścień o nieregularnym kształcie, a jego działanie opiera się na detektorach i miernikach ruchu sprzężonych z aplikacją. Po zakończonym stosunku para otrzymuje informację o ilości spalonych kalorii oraz indywidualnie dopasowane wskazówki.

…dlaczego niektórzy ich nie lubią?

Miastem rodzinnym Gabriela, przystojniaka mierzącego 175 cm, jest Los Angeles, Kalifornia. Każda kobieta marzy o takim kochanku jak Gabriel i jego brat William – przystojny, sprawny, wierny, gwarantujący spełnienie. I każda kobieta może go mieć, jedynym ograniczeniem jest zasobność jej portfela. Bracia to naturalnych rozmiarów lalki erotyczne. Wrażenia, które dostarczają, są niemal identyczne jak podczas prawdziwego seksu. Klientki mogą dokładnie zaprojektować swojego chłopaka, jego kolor skóry, oczu, rysy twarzy, sylwetkę… no i oczywiście szczegółową anatomię jego penisa.

Pomysł manufaktury Sinthetics nie jest nowatorski. Już od wielu lat możemy oglądać programy dokumentalne o mężczyznach, którzy traktują swoje naturalnych rozmiarów lalki jak prawdziwe kobiety, jedząc z nimi posiłki, mówiąc do nich i przebierając je do snu.

Technologia znów triumfuje pokazując, że nic nie jest niemożliwe w walce o dobro najwyższe, czyli przyjemność użytkownika. Jednak rozwiązania te budzą lekki niepokój. Czy nie są zaskakująco zbieżne z przewidywaniami socjologów lat 70-tych i 80-tych? Z wizją społeczeństwa Huxley’owskiego, którego sens życia opiera się na zabawie i seksie pozbawionym więzi psychicznej? Z teoriami Postmana ze znanej książki „Zabawić się na śmierć”?

Przeciwnicy seks gadżetów powołują się na podobne argumenty, wzbogacając je o zarzuty, że seks staje się celem w samym sobie, zdehumanizowanym aktem, że cierpią na tym relacje międzyludzkie.


I kto ma tutaj rację?

Pamiętajmy jednak, że współczesne zabawki erotyczne pełnią szereg innych funkcji niż dawanie orgazmu. Ćwiczą mięśnie dna miednicy, poprawiają ogólną i seksualną wydolność organizmu, leczą prostatę. Co więcej, pomagają podtrzymać bliskość w związku, dokładnie odwrotnie, niż utrzymują ich przeciwnicy. Dzięki nowoczesnym zabawkom interaktywnym możliwe jest na przykład zdalne uprawianie miłości z partnerem, który jest daleko. Last not least, dzięki takim wynalazkom jak wspomniane już polskie Lovely para czerpie więcej radości z seksu oraz jeszcze lepiej się poznaje szukając nowych, idealnych dla siebie rozwiązań.

Ostrym nożem kuchennym możesz łatwo kogoś skrzywdzić, ale nie taka jest jego funkcja. W odpowiednich rękach nóż staje się magiczną różdżką, tworzącą pyszne posiłki. Tak właśnie pomyśl o seks gadżecie: baw się nim świadomie, eksperymentuj, ucz się sam siebie i swojej partnerki. Do dzieła! 😊

ZOSTAW ODPOWIEDŹ